Łaski otrzymane przez wstawiennictwo Błogosławionej S. Marty
S. Józefa Wątroba SM
Gdy w roku 1929
zaczęła się rozchodzić wieść, że jedna Siostra Miłosierdzia
zamieszkała i zmarła w Małopolsce, uprasza ludziom wiele łask i
wysłuchuje ich modlitwy, pisząca te uwagi znając dobrze wszystkie
Siostry Prowincji zastanawiała się głęboko, która by to
mogła być Siostra, nazwiska jej bowiem na razie nie wymieniano.
Wtedy w pamięci piszącej stanął ten uderzający wyraz Siostry
Wieckiej zawsze radosnej i pogodnej. Ona więc mogła być tą
wysłuchującą modlitwy i tą pośredniczką przed Bogiem.”
Przypuszczenie
siostry Marii Popiel przełożonej z Rohatyna w Małopolsce
(dzisiejsza Ukraina) okazało się trafne. Nie można było przejść
obojętnie obok faktu, iż przeszło dwadzieścia lat od śmierci
Sługi Bożej ludzie wciąż o niej pamiętają i przychodzą na jej
grób, prosząc o wstawiennictwo w różnych
potrzebach lub dziękując za łaski już otrzymane.
Chociaż od
samej śmierci siostry Marty utrzymywała się opinia świętości w
Śniatynie i okolicach, to jednak nie było nikogo, kto by się zajął
spisywaniem łask otrzymanych od Boga za pośrednictwem Sługi Bożej.
Miał na to wpływ burzliwy okres w historii tamtych ziem (I wojna
światowa 1914-1918, po niej rządy władz ukraińskich, wojna
polsko- bolszewicka 1920). Dopiero w roku 1930 ksiądz Jan
Wiecki, brat Sługi Bożej, długoletni duszpasterz młodzieży w
archidiecezji lwowskiej i prefekt tamtejszych szkół,
obserwując rozwój kultu, a równocześnie sam będąc
głęboko przekonany o świętości swej siostry, zaczyna gromadzić
świadectwa różnych ludzi na temat otrzymanych łask. Czynił
to w porozumieniu z metropolitą lwowskim, arcybiskupem Bolesławem
Twardowskim oraz z przełożonymi krakowskiej prowincji sióstr
miłosierdzia.
W latach 1930 – 1939 i 1946 – 1970 zgromadził około 200
podziękowań za otrzymane łaski. Liczba ta nie jest pełna, gdyż w
czasie II wojny światowej (1939-1945) ksiądz
Wiecki nie miał możliwości ich spisywać.
W czasie
tejże wojny siostra Kazimiera Hurysz - Benedyktynka-Sakramentka,
która swoje powołanie przypisywała Słudze Bożej, miała u
siebie odpis modlitw, które siostra Marta odmawiała z chorymi
w szpitalu śniatyńskim. Do zbiorku tych modlitw siostra Kazimiera
wpisywała łaski jakie wierni otrzymywali, modląc się na grobie
Sługi Bożej. O tych łaskach dowiadywała się głównie
poprzez swoją matkę – Anielę Hurysz zamieszkałą w Śniatynie.
Przed śmiercią (1.X. 1945) przekazała ów notes swej matce,
lecz ona go nie kontynuowała, a w dodatku zagubiła w czasie
ekspatriacji.
Po ustaleniu granic, po
II wojnie światowej Śniatyn i jego okolice znalazły się w
Ukraińskiej Republice Związku Radzieckiego. Surowe represje ze
strony władz administracyjnych powstrzymywały przed dokonaniem
jakichkolwiek zapisów (tym bardziej o treści religijnej) w
obawie przed więzieniem, zsyłką na Sybir, lub nawet karą śmierci.
Od czasu do czasu (szczególnie w latach sześćdziesiątych)
docierały do Polski wiadomości od nielicznych Polaków,
pozostałych na tamtych ziemiach mimo prześladowań, programowej
sowietyzacji i ateizacji. Przez cały czas bardzo wielu było takich,
którzy modlili się na grobie Sługi Bożej i otrzymywali
łaski, lecz ich nie spisywali w obawie o bezpieczeństwo życia. W
roku 1970 umiera ksiądz Jan Wiecki i przez okres dwudziestu lat
(1970-1990) także na terenie Polski nikt ich dalej nie spisuje. W
Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, do
którego przynależała Sługa Boża, chociaż pamiętano o
niej i wiedziano o licznych łaskach otrzymanych
przez jej wstawiennictwo, to jednak także nie prowadzono spisu łask
od Boga za wstawiennictwem Sługi Bożej.
Sytuacja w
tej kwestii zaczyna się zmieniać wraz ze zmianami politycznymi w
latach dziewięćdziesiątych zarówno w Polsce jak i na
Ukrainie. W 1990 roku Ukraina uzyskała suwerenność.
W tej nowej rzeczywistości po uchyleniu „żelaznej kurtyny”
Zgromadzenie mogło się zająć bliżej rozpoznaniem kultu i łask,
o których wciąż nadchodziły nowe wieści. W tym celu w roku
1990 udała się z Krakowa do Śniatyna specjalna komisja złożona z
dwóch Sióstr Miłosierdzia i dwóch kapłanów
Zgromadzenia Misji.
W protokole tejże komisji czytamy między innymi:
„Ludzie
zanoszą do Zmarłej różne prośby: o zdrowie, o pomoc
w
nauce, o zgodę w rodzinie, o zachowanie przy życiu syna –
żołnierza w czasie wojny ZSSR z Afganistanem…
Wiele próśb – i wszystkie wysłuchane. Panuje powszechne
przekonanie, iż zmarła w stosunkowo młodym wieku Siostra (miała
30 lat) pomaga szczególnie młodym. Na grób siostry
przychodzą wszyscy i katolicy, i prawosławni i starsi wiekiem
i młodzi.”
Po takim rozpoznaniu z
polecenia siostry wizytatorki Janiny Stachowiak, ówczesna
sekretarka prowincji krakowskiej siostra Stanisława Motyka jeszcze
dokładniej uporządkowała wszystkie zebrane materiały o Słudze
Bożej, w tym także łaski. Po roku 1990 do akt dołączono nowe
podziękowania za łaski. Wraz z rozpoczęciem procesu
beatyfikacyjnego siostry Marty Wieckiej na szczeblu diecezjalnym
(1997r.) i powołaniem Komisji Historycznej, spisem dalszych łask
zajęła się siostra Józefa Wątroba, jako członek tejże
komisji. W ostatnich latach, tak jak przy wcześniejszym gromadzeniu
opisów łask, daje się zauważyć stały ich napływ.
Jak wynika z powyższych
danych przez całe stulecie różni ludzie zaświadczali o
łaskach jakie otrzymali przez wstawiennictwo Sługi Bożej.
Dwudziestu siedmiu
świadków przesłuchanych w czasie dochodzenia diecezjalnego
potwierdziło fakt otrzymania łask. Wśród nich jedenastu z
terenu Ukrainy, a szesnastu z Polski.
Większość świadków
mówi nawet o kilku łaskach. Wśród nich są także
wspomnienia łask otrzymanych podczas II wojny światowej. Zacznijmy
od przytoczenia przykładów z tego okresu, gdyż jak wyżej
zostało przedstawione, w tym czasie nie prowadzono żadnej
dokumentacji.
Bronisława Markowska
zamieszkała na Ukrainie w Potoczku, leżącym cztery kilometry od
Śniatyna wspomina:
„Koło
nas w Potoczku jest lasek, przy którym wykopano rowy. W
Śniatynie było getto żydowskie. Powiedziano Żydom, że idą na
roboty a prowadzili ich pod ten lasek gdzie już były wykopane
rowy i tam rozstrzeliwali Żydów i innych. Zastrzelono tam
około 5000 ludzi. Pamiętam, jak moja mama opowiadała, że raz
prowadzono drogą koło cmentarza Żydów na rozstrzelanie. Ci
ludzie szli drogą a po obu stronach szła policja. Tuż koło
cmentarza jedna kobieta z małym dzieckiem wyskoczyła z szeregu i
przez żywopłot doskoczyła do grobu Sługi Bożej, położyła się
na mogile razem z dzieckiem. Policja pobiegła za nią, ale jej
nie znaleźli i nie widzieli jej na grobie Sługi Bożej. Może 10
lat temu ta kobieta przyjechała do Śniatyna, przyszła do grobu
Sługi Bożej, by podziękować za ocalenie. Moja mam z nią
rozmawiała. Z tej grupy tylko ta kobieta z dzieckiem uratowała się,
inni zginęli.”
Świadek z terenu Polski,
Bronisław Wiecki zamieszkały w Szczodrowie na Pomorzu, wnuk Teofila
Wieckiego, brata ojca Sługi Bożej daje świadectwo o łasce
otrzymanej w ich rodzinie również w tamtym czasie:
„Gdy
wybuchła wojna, przyjechało tutaj Gestapo, zabrało 9 ludzi z
naszej wioski, również mojego ojca i brata. Ojciec mój
był wójtem, brat sołtysem. Obu zastrzelili. Z tego samego
miejsca zabrano i inne osoby. Również nauczycieli i wsadzali
ich do auta. W aucie była już siostra Sługi Bożej Melania i też
jako nauczycielka miała zginąć, ale jej siostra Barbara uklękła
na drodze i prosiła za przyczyną Sługi Bożej o ratunek dla niej.
i wypuszczono Melanię. Przeżyła wojnę. Mieszkała w
Starogardzie.”
W rodzinie
Sługi Bożej od jej śmierci uważano, że jest ich orędownikiem u
Boga i dlatego często zwracano się do niej o pomoc w różnych
potrzebach, wierząc w skuteczność jej orędownictwa. Ksiądz
Bronisław Kupper proboszcz parafii rzymsko-katolickiej w Bielanach
Wrocławskich, wnuk Łucji Kupper, kuzynki sługi Bożej, której
ona przepowiedziała 20 dzieci w małżeństwie
zaświadcza:
„Mówiąc
o nadzwyczajnych łaskach otrzymanych za przyczyną Sługi Bożej
podam jako bardzo ważne to, czego sam doznałem. Najpierw sprawa
mego kapłaństwa. Ukończyłem filozofię w zgromadzeniu księży
werbistów (Societas Verbi Divini). Z powodu złego stanu
zdrowia, za poradą lekarza, zrezygnowałem z dalszych studiów
i wróciłem do mego domu rodzinnego. Zastanawiałem się co
dalej robić. Moja babcia, Łucja Wiecka, (córka brata ojca
Sługi Bożej) powiedziała mi, bym się modlił za przyczyną Sługi
Bożej. Skontaktowałem się z bratem Sługi Bożej księdzem Janem
Wieckim. Zacząłem odmawiać modlitwy za przyczyną Sługi Bożej.
Ja od małego słyszałem o Słudze Bożej, jak
to w rodzinie, ale dopiero wówczas zacząłem się modlić do
niej. I faktycznie, nie załamałem się. Czułem jej opiekę. Studia
ukończyłem i zostałem księdzem.
Ten sam świadek
wspomina, że pomimo słabego zdrowia, dzięki wstawiennictwu siostry
Marty znajdował siły, by podołać wszystkim swoim kapłańskim
obowiązkom. A w sytuacji, gdy przeszedł zawał i leżał w klinice
kardiologicznej w Zabrzu doświadczył jej szczególnej opieki.
Otóż miał być wówczas poddany operacji serca. Przez
cały czas modlił się w tej intencji do Sługi Bożej. Do operacji
nie doszło. Główny profesor Stanisław Patyka zmienił
decyzję, wysyłając księdza Bronisława do sanatorium. To
uratowało mu życie, gdyż ci którzy w tym czasie byli
operowani w szpitalu, zmarli z powodu panującego wówczas
gronkowca. Swoje świadectwo kończy słowami:
„Przez
cały czas czułem szczególną opiekę Sługi Bożej nade mną.
Modlę się do niej, by mi pomogła i opiekowała się mną dalej.
Słyszałem,
że również innym pomaga.”
>Stefania
Stefuryn, wyznania rzymsko-katolickiego, świadek z terenu Ukrainy,
ze Śniatyna twierdzi:
„Na
grób Sługi Bożej chodzą ludzie niezależnie od wyznania:
tak katolicy, jak greko-katolicy, prawosławni, gdyż „ona pomaga
wszystkim”. Moja kuzynka Pogarecka Włodzisława w intencji swojej
siostry, cierpiącej na epilepsję chodziła na grób Sługi
Bożej, modliła się o powrót do zdrowia i choroba ustąpiła.
Dzisiaj ta osoba jest zdrowa. Ludzie chodzą na grób Sługi
Bożej w swoich kłopotach czy cierpieniach fizycznych.”
Irena Radewicz wyznania
greko-katolickiego zamieszkała również w Śniatynie
wspomina:
„Moja
mama była wyznania greko-katolickiego. Mój ojciec był
wywieziony na Syberię. Po powrocie był inwigilowany przez NKWD.
Został ponownie aresztowany i pod błahym pretekstem odbywało się
śledztwo (1953).Miałam być także przesłuchiwana. Powiedzieli mi,
że jeśli moje zeznania będą zgodne z zeznaniami ojca, ten
zostanie zwolniony. Tuż przed śledztwem pobiegłam na grób
„mateczki”, pomodliłam się. W wyznaczonym czasie stawiłam się
na śledztwo. Zeznania moje i ojca były zgodne. I to był cud.
Ostatecznie ojciec został skazany na rok więzienia a nie na pięć.
Jestem przekonana, że stało się to za przyczyną „mateczki”.”
Świadectwa świadków
z Ukrainy są szczególnie cenne, ze względu na wspomniane
wcześniej okoliczności polityczne, które uniemożliwiały
kontakt z tamtejszymi ludźmi. Potwierdzają one, że przez cały
czas, jak daleko świadkowie sięgają swoją pamięcią na grobie
Sługi Bożej wypraszano sobie łaski i ta wiara w jej orędownictwo
trwa do dzisiaj.
W Archiwum Sióstr
Miłosierdzia w Krakowie, do końca roku 2000 zgromadzono
potwierdzenie 241 łask. Pochodzą one z różnych części
Polski
i zza granicy. Najwyższy procent łask spisywanych z
terenu Polski może w rzeczywistości nie odpowiadać ilości łask
otrzymanych przez ludzi na przykład na Ukrainie, gdyż na tamtych
terenach po ekspatriacji Polaków nikt tego nie notował.
Przyczyną były powody polityczne, o czym wspominano wcześniej.
Otrzymane
łaski, za które składano podziękowania, miały różną
naturę. Oto ich zestawienie ze względu na treść i tematykę:
1.
Odzyskanie zdrowia ( lub jego poprawa) - 132>
2. Pomoc w
nauce - 15
3. Pomyślny
wynik sprawy sądowej - 15
4. Pomoc w
trudnym położeniu - 13
5. Cudowne
ocalenie - 12
6. Opieka
Sługi Bożej (różne łaski) - 12
7.
Szczęśliwe rozwiązanie - 10
8.
Nawrócenie (wyrwanie z grzechu) - 6
9.
Otrzymanie pracy - 5
10.
Pomoc i opieka w duszpasterstwie - 5
11.
Zachowanie mienia lub jego odzyskanie - 4
12. Opieka
w czasie wojny - 4
13.
Pomoc w życiu duchowym - 4
14.
Zgoda i poprawa stosunków z otoczeniem - 4
W zeznaniach, w
podziękowaniach uwidacznia się stała wiara w pomoc
Sługi Bożej. W Copia Publica doc. na stronach 207-342 zostało
uwzględnionych 206 łask. Prawie wszystkie posiadają potwierdzenie
urzędu parafialnego, a niektóre także dokumentację
lekarską. Przykładem niech będzie kilka łask spisanych jako jedne
z pierwszych. Oto ich synteza:
Helena Dubiel z domu Ambroziak zamieszkała w
Kołomyi od 22
listopada 1929 roku do
końca maja 1930 roku przebywała pod opieką lekarską doktora
Włodzimierza Biłozora. Helena cierpiała na zapalenie miedniczek
nerkowych z równoczesnym zapaleniem nerek i wsierdzia. Choroba
nadto spowodowała ogólne zakażenie krwi. W czasie choroby
występowała niejednokrotnie niedomoga serca a cały stan chorobowy
trwał w przeciągu ciąży wikłającej położenie pacjentki.
Według opinii lekarza stan chorej był beznadziejny.
W maju pani Helena i jej
rodzina modlili się o zdrowie do Boga za wstawiennictwem siostry
Marty. Nastąpiło nagłe polepszenie stanu zdrowia a potem
powrót do zdrowia.
To - jak
uważa uzdrowiona - cudowne przywrócenie zdrowia sama wraz
z
mężem stwierdza, także dwukrotnie potwierdza to swoim
oświadczeniem leczący ją lekarz, a nawet aptekarze potwierdzili,
że mąż wykupił u nich lekarstwa za sumę 700 zł., ale nic one
nie pomagały chorej. Zdaniem aptekarzy nastąpiło cudowne
uzdrowienie.
2. W dniu 19
października 1930 roku Rudolf Thiel został ugodzony kulą
karabinową w okolicę prawego ucha. Dr. Guschelbauer orzekł, że
stan zranionego jest bardzo poważny i nie robił nadziei wyjęcia
kuli bez prześwietlenia a w szpitalu nie było aparatu
rentgenowskiego. Rodzice i sąsiedzi modlili się do Boga za
wstawiennictwem siostry Marty. Na prośbę sióstr
Franciszkanek Rodziny Maryi które wówczas pracowały w
szpitalu w Śniatynie dr Tadeusz Guschelbauer podjął się operacji.
Kiedy po długich zabiegach udało mu się wydostać kulę siostry
asystujące wyraziły radość, a doktor wtedy powiedział: „To
nie moja zasługa, to cud. Takich wypadków jeden na sto.”
Ponieważ
fakt ten powszechnie rozgłaszano jako cudowny ksiądz Marceli
Zawadowski proboszcz w Waszkowcach przesłuchał Rudolfa Thiela
i jego siostrę Rozalię i stwierdził, że osoby te są
prawdomówne i nie tylko operacja jest udana, ale nastąpiło
bardzo szybkie wyzdrowienie. Zeznania o cudownym
wyzdrowieniu potwierdzają: ksiądz proboszcz parafii
rzymsko-katolickiej w Śniatynie, ksiądz L. Kaściński, duchowni
obrządku ormiańskiego ksiądz proboszcz Kajetan Amirowicz i
katecheta gimnazjalny ksiądz Karol Czubryj. Michał i Paulina
Wiszniowscy (w mieszkaniu których zdarzył się ów
wypadek), Alojzy Wiszniowski, Marcin Wiszniowski, siostra Rudolfa,
Rozalia Thiel oraz siostra Marta Zgórska przełożona Sióstr
Franciszkanek w tamtejszym szpitalu.
3. Tadeusz
Jakiełła lat 19 pracownik z Lubatowej, w dniu 9.10.1930 roku uległ
wypadkowi w czasie pracy. W lesie osunęło się na niego wielkie
drzewo skutkiem czego doznał złamania kilku żeber, ciężkiej
kontuzji kości miednicowej i kończyn dolnych. Doktor Zygmunt
Wallach, który udzielił pierwszej pomocy poszkodowanemu, jego
stan zdrowia uznał za tak ciężki i poważny, że nie
rokował nic dobrego a nawet był pewien, że wypadek ten skończy
się śmiercią. Jednak rodzice i znajomi modlili się o zdrowie dla
ciężko chorego syna przez wstawiennictwo Sługi Bożej. Wobec
skutku tej modlitwy ten sam lekarz stwierdza: „Wobec
beznadziejnego stanu uszkodzonego Jakiełły Tadeusza przyszedłem do
przekonania, że wstawiennictwo śp. Siostry Marty u
Boga spowodowała cudowne wyleczenie wspomnianego Jakiełły, który
obecnie jest całkiem zdrów i do pracy zdolny.
Wypadek ten
potwierdzili także rodzice Jan i Katarzyna Jakiełłowie, sąsiad
Grzegorz Zając oraz przypadkowi świadkowie przebywający w tym
czasie w Iwoniczu, baron Ludwik Puget i Zofia z hr. Załusich
Dobiesława Kwilecka.
4. W roku
1939 Machuta Klara będąc już matką sześciorga dzieci poczuła
się matką siódmego dziecka. W tym okresie nastąpiły
komplikacje w zdrowiu którym towarzyszyły częste krwotoki.
Lekarz zalecił operacyjne usunięcie płodu zbyt zaawansowanej ciąży
twierdząc, że to poprawiłoby stan zdrowia. Chora była przykuta do
łóżka i nie mogła wykonywać żadnych prac domowych. Nie
chciała stracić dziecka dla którego tak wiele już
wycierpiała. W tym zmartwieniu zwróciła się o pomoc Bożą
za wstawiennictwem siostry Marty. W dniu odprawienia
Mszy św. w tej intencji, poczuła się znacznie lepiej
i mogła wstać. W następnych dniach nie potrzebowała już
leżeć i mogła wykonywać prace domowe. W swoim czasie urodziła
zdrowego chłopca bez żadnych komplikacji. Marta Klara złożyła
swoje zeznania wobec proboszcza parafii w Szczecinie w dniu 1.02.1961
r.
Z czterech powyżej
przytoczonych przykładów dwa pierwsze pochodzą z terenów
dzisiejszej Ukrainy, a dwa pozostałe z terenu Polski.
Do wstawiennictwa Sługi
Bożej uciekali się także duchowni. Ksiądz proboszcz parafii
rzymsko-katolickiej w Topolnie (powiat Świecie, w
Polsce), ksiądz Karol Romańczuk pisze:
„Jestem
przekonany, że Siostra Marta Wiecka jest w niebie, gdyż często
wzywam jej wstawiennictwo i zostaję wysłuchany. Ostatnio przed
świętami Bożego Narodzenia 1965 r. zaczęły mnie boleć bardzo
zęby i ostatnie dwa trzonowe same wysuwały się z dziąseł. Z
powodu zajęć duszpasterskich przed świętami mowy nie mogło być
o wyjeździe gdzieś do dentysty. Przerażony taką perspektywą na
Święta wołam: <<Siostro Marto, ratuj! Ból
uniemożliwia mi prace, spowiedzi tyle, pasterka, kazania. Jak będę
mówił, czym będę gryzł, jak mi ostatnie zęby wylecą.>>
Z tymi słowy przykładam obrazek Siostry Marty Wieckiej do twarzy. W
tej chwili zęby się umocniły na swoich miejscach, a ból
jakby ktoś ręką ściągnął, tak mi się zdawało. Przeszły
Święta,, skończyłem wizyty kolędowe i prace związane ze
świętami, a ból zębów nie powtórzył się i
dotychczas nie potrzebowałem dentysty.”
Ksiądz
Aleksander Zonn ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a
Paulo z Monasterzysk (z terenu dzisiejszej Ukrainy) pisze:
„W
październiku 1944 r. gdy w miejscowości Monasterzyska pod Humaniem
na Podolu usilnie się starałem o rewindykację kościoła
zamienionego w 1942 r. na cerkiew prawosławną doznałem wielkiej
łaski za pośrednictwem ś.p. Siostry Marty Wieckiej.
W
ciągu trzech dni, w których wzmożyłem swe prośby,
nastąpiła decydująca zmiana w usposobieniu urzędnika – ateisty,
który z całą stanowczością i pod groźbą profanacji
rzeczy cerkiewnych kazał duchownemu prawosławnemu oczyścić
kościół z prawosławnych urządzeń i sprzętów
liturgicznych i oddać kościół katolikom do użytku a mnie
pod zarząd.”
Inny
kapłan, o. Józef Januś, Oblat Maryi Niepokalanej, misjonarz
przytacza zdarzenie jakiego doświadczył podczas misji w Kłodawie
(Pomorze, Polska) :
„Przyjechałem
do parafii Kłodawa, dnia 2 maja 1957 r., w celu przygotowania do
ślubów jasnogórskich. Oziębłość parafian
niezwykła. Na drugi dzień podczas Mszy św. poleciłem całą
sprawę Matce Najświętszej za przyczyną Czcigodnej Siostry Marty
Wieckiej, jeśli jest w łaskach u Boga. Jakież ogarnęło mnie
zdumienie kiedy wszedłem do kościoła wieczorem
i zobaczyłem
go wypełnionego wiernymi. Widzę w tym wyraźny palec Boży, że
wspomniana Siostra jest w specjalnych łaskach u Boga.”
Siostra
Marta Binka, z którą Sługa Boża przebywała razem we
wspólnocie śniatyńskiej, wiele razy świadczyła o jej życiu
i śmierci. W liście do księdza Jana Wieckiego, z dnia 28 grudnia
1952 roku pisze iż po śmierci Sługi Bożej wielu ludzi prosiło
Siostrę Martę Wiecką o wstawiennictwo w różnych potrzebach
i „bardzo dużo cudów się działo.”
Sama opisuje łaskę, którą otrzymała w czasie swojego
pobytu w Bursztynie (miejscowość leżąca na terenie dzisiejszej
Ukrainy). Siostra Binka nie podaje dokładnej daty, mogło się więc
to wydarzyć przypuszczalnie między 1931 a 1943 rokiem:
„Byłam
już wtedy w Bursztynie, były bardzo mokre żniwa, tak że ludzie
nie mogli z pola pozbierać. Potem były 2-3 dni słoneczne i
myśmy mieli swoje żyto już pozwożone i porozstawiane w ogrodzie
koło stodoły. Naraz zrobiło się ciemno i [nadeszła] chmura
straszna i nasz człowiek pojechał jeszcze w pole po resztę żyta.
Wtedy widząc tą straszną falę westchnęłam do naszej drogiej i
kochanej Siostry Marty Wieckiej żeby się wstawiła za nami do Boga,
bo to [było] nasze utrzymanie na cały rok. I o cud, ani kropla
deszczu na nas nie spadła a chłopak przyjechał z suchym zbożem,
choć koń szedł po kolana w wodzie. Potem całe miasto chodziło to
oglądać i podziwiali że takiego cudu jeszcze nie widzieli, to
zeznaję jako prawdziwe.”
Inna
siostra miłosierdzia siostra Janina Kroczka, składając
podziękowanie Słudze Bożej za otrzymaną łaskę napisała:
„Dnia
10 sierpnia 1997 siostra pełniąca dyżur przy furcie naszego domu,
przed 7-mą rano odebrała telefon od mojej siostry zamieszkałej
w
Rajsku, która prosiła mnie o modlitwę w intencji swojej
synowej – Barbary, przebywającej w szpitalu i mającej trudności
w urodzeniu dziecka.
Modliłam
się bardzo w ciągu dnia, a o godz. 1600 zadzwoniłam do
mojej siostry. Odebrałam wiadomość, że Barbara nadal bardzo
cierpi, ma podłączoną kroplówkę. Moja zmartwiona Siostra z
płaczem prosiła nadal
o modlitwę.
Po
2000 kolejny telefon od mojej siostry, że stan chorej
jest bardzo ciężki – lekarze proponują operację.
Wtedy
zachęcona przez siostry, zwróciłam się w modlitwie do Sługi
Bożej, aby wyprosiła u Jezusa i Maryi Niepokalanej łaskę
szczęśliwego urodzenia tego dziecka, aby mogło chwalić Boga.
Obiecałam także, że jeżeli Barbara urodzi bez operacji, to
napiszę podziękowanie.
Do
godz. 2400 nie zmrużyłam oka, a później nie
mogłam zasnąć. Cały czas modliłam się, prosząc Siostrę Martę
o pomoc.
Przed
godz. 900 rano 11 sierpnia otrzymałam wiadomość, że o
godz. 205
w nocy, Barbara szczęśliwie urodziła
synka!
Wywiązując
się z danego przyrzeczenia, dziękuję P. Bogu oraz Siostrze Marcie
za wstawiennictwo i uproszenie, że Barbara urodziła szczęśliwie i
bez operacji.”
Wstawiennictwa
Sługi Bożej poszukiwały nie tylko wspólnoty ze Zgromadzenia
Sióstr Miłosierdzia, ale także byli współpracownicy.
Pani Krystyna Śliwińska pracownica szpitala w Śniatynie daje
świadectwo dwóch łask jakie siostra Marta uprosiła jeszcze
w ciągu swego ziemskiego życia.
Z późniejszego okresu przytacza łaskę otrzymaną w roku
1932 i twierdzi:
„Z
pomocą siostry Marty wygrałam proces we Lwowie, który wcale
nie był do wygrania”
Inna
współpracownica ze śniatyńskiego szpitala pani Maria
Szymanowicz pisze:
„Od
ś.p. S. Miłosierdzia Marty Wieckiej doznałam dwa razy i to raz
w
chorobie ciężkiej niedomogi sercowej, a drugi raz paraliżu nogi,
gdzie nie mogłam się ruszyć, wprost cudownego uzdrowienia.
Zeznania powyższe
o bogobojnym i świątobliwym życiu tej tak
drogiej mi osoby, którą tak wielce ceniłam i która mi
na ręku umarła i o cudownym uzdrowieniu u mnie, wiedziona
wdzięcznością przed władzą duchową pod przysięgą składam.”
Koleżanka
z lat szkolnych Anna Grochowska wyznaje:
„Że
zwracając się z całą ufnością o wstawiennictwo do ś.p. Siostry
Miłosierdzia Marty Wieckiej w różnych cierpieniach i
kłopotach życiowych zawsze doznawałam ulgi i pocieszenia.”
Bardziej
szczegółowo opisuje łaskę otrzymaną dla swojego męża:
„Gdy
dnia 1 kwietnia 1932 r. mój mąż Franciszek Grochowski uległ
nieszczęśliwemu wypadkowi, a lekarz orzekł, że jest bardzo źle,
ja zrozpaczona zwróciłam się z ufnością o ratunek do mojej
koleżanki lat dziecinnych ze świątobliwego życia słynącej
Siostry Miłosierdzia ś.p. Marty Marii Wieckiej: <<O, Marto,
Mario! Byłaś mi koleżanką najmilszą a teraz jesteś tam w
niebie; uproś u Boskiego Serca Jezusowego tę łaskę, aby męża
i ojca dzieci moich przy życiu zostawił>> - I po
bardzo krótkim czasie ze względu na ciężką operację i
niebezpieczeństwo życia mąż mój wyzdrowiał, a
lekarz orzekł, że jest to osobliwe szczęście. A więc jest to cud
oczywisty jak się wypowiedziała Siostra przełożona klasztoru w
Starogardzie Siostra Imelda oraz Siostra Fortunata, mająca oddział
chorych.”
W kilku
opisach łask, ci którzy ich doznali wspominają ponadto, iż
odczuli obecność Sługi Bożej, bądź wprost ją widzieli. W
jednym z takich świadectw A. Szklarska oświadcza:
„Donoszę,
że zawdzięczam ś.p. Czcigodnej Siostrze Miłosierdzia Marcie
Wieckiej to, że uleczyła mi cudownie oko. A było to tak: między
godziną 8 a 9 pewnego dnia majowego 1933 r. biorąc z pieca wrzącą
wodę, sagan z wodą mimo woli wypadł mi z rąk, a przy tym woda tak
silnie prysnęła, że oparzyła mi całe prawe oko. Oko zaraz
zaczęło puchnąć i palić jak gdyby znajdowały się w nim gorące
węgle. Do kogo się miałam udać, sama oka wyleczyć nie mogłam,
na doktora pieniędzy nie miałam, aptekarz odmówił mi pomocy
gdyż bez lekarza nic zrobić nie mógł. W tym moim strapieniu
i mojej trwodze udałam się do Serca Pana Jezusa i Matki
Najświętszej przez przyczynę ś.p. Siostry Marty Wieckiej, której
wstawiennictwo tyle łask i cudownych uzdrowień ludzie zawdzięczają
u Pana Boga. Gdy się tak gorąco modliłam, ukazała mi się
Czcigodna siostra ś.p. Marta Wiecka trzymając w ręku namoczoną
chusteczkę, wycierała nią swoje oko. Ja natychmiast wstałam i
zmoczywszy w wodzie chusteczkę przetarłam nią trzy razy oko i ku
memu zdziwieniu spuchlizna z oka ustąpiła, a oko zaraz wyzdrowiało.
I oprócz tej łaski wiele łask w życiu moim doczesnym z jej
przyczyny otrzymałam i to nadanie posady urzędniczej synowi mojemu
Andrzejowi Szklarskiemu. Za tę łaskę cudownego uzdrowienia mego
oka dziękuję najpokorniej Najsłodszemu Sercu Pana Jezusa, Matce
Najświętszej i Czcigodnej Siostrze Miłosierdzia Marcie Wieckiej za
przyczyną której oko cudownie uleczone zostało”
Podobnych
świadectw jest niewiele. Na koniec przedstawmy dwie łaski dotyczące
uzdrowień, gdyż jest ich najwięcej.
„Dnia
10 listopada 1962 r. miał wnuk mój Roman Derengowski, lat 17,
zamieszkały w Starogardzie przy ul. Gdańskiej 33 podczas pracy w
fabryce wypadek i amputowano mu w tutejszym szpitalu palec. Dołączyła
się do rany gangrena i lekarz powiedział mu, że wskutek zakażenia
amputują mu następnego dnia całą prawą rękę. Zmartwiony
poszedłem wieczorem dzień przed naznaczoną amputacją ręki do
brata śp. S. Marty Wieckiej, księdza Jana Wieckiego z prośbą o
odprawienie Mszy świętej do Serca Jezusa, Serca Matki Bożej za
przyczyną S. Marty Wieckiej o uratowanie wnukowi Romanowi
Derengowskiemu ręki i o odstąpienie od amputacji. Sam wysłuchałem
Mszy świętej odprawionej w powyższej intencji. Po odprawieniu Mszy
św. poszedł wnuk mój Roman Derengowski do szpitala w
Starogardzie. Kilka lekarzy zeszło oglądać ranę po odjęciu palca
i dokonać amputacji ręki. Po zdjęciu opatrunku i oglądaniu rany
palca powiedzieli lekarze, że chyba cud się stał, że gangrena
zginęła, a palec się goi. Mocno jestem przekonany, że śp. S.
Marta Wiecka jest w wielkich łaskach skoro mi we wszystkich
potrzebach pomaga.”
Druga z
nich należy do łask niedawno otrzymanych, dlatego jej opis znajduje
się tylko w ASMK a brak go w CP doc.. Siostra przełożona Zofia
Siwiec siostra miłosierdzia opisuje:
„W
lipcu b.r. [2000] otrzymałam wiadomość od mojego brata księdza,
że Pani Julia Gil lat 60 pełniąca obowiązki gospodyni na plebani
w Strzegomiu ma podwójne widzenie i w szybkim tempie traci
wzrok. Tragizm tego wydarzenia polegał na tym, iż od dziecka nie
widziała na prawe oko. Julia Gil stanęła w obliczu całkowitej
ślepoty. Udała się do Kliniki Okulistycznej we Wrocławiu, gdzie
stwierdzono złośliwego nowotwora lewego oka. Została skierowana
natychmiast do Kliniki Onkologii Oczu w Krakowie ul. Kopernika, gdzie
diagnoza została potwierdzona poprzez specjalistyczne badania.
Zespół lekarzy oświadczył, że stan oka jest groźny,
nieuleczalny, ponieważ nowotwór jest stary, sięga do połowy
oka i nie nadaje się do operacji. <<Trzeba się modlić>>
powiedziała Pani Prof. Starzycka. Po dłuższym zastanowieniu się
lekarzy, chora została przyjęta do kliniki na leczenie. Zastosowano
płytkę radioaktywną. Ponieważ mieszkam w Krakowie, cały czas
towarzyszyłam chorej w jej trudnej sytuacji. Jako pielęgniarka
miałam kontakt z lekarzami. Zaproponowałam P. Julii Gil gorącą
modlitwę i zachęcałam do ufności Miłosiernemu Bogu za
pośrednictwem Sługi Bożej S. Marty Wieckiej. Przyjęła propozycję
nowenny z wielką wiarą i entuzjazmem. Ponieważ nie widziała na
oczy, codziennie w czasie odwiedzin odczytywałam Jej powoli tekst
modlitwy nowennowej do Sługi Bożej s. Marty Wieckiej. Podziwiałam
Jej wielką pobożność, wiarę w wyzdrowienie i ufność. Po
wypisie ze szpitala prosiła codziennie kogoś z otoczenia by Jej
odczytywali nowennę. Gorąca modliła się również do Matki
Bożej modlitwą różańcową. Po upływie kilku miesięcy
P. Julia Gil zaczęła widzieć na lewe oko. W czasie kontroli
okulistycznej we Wrocławiu w listopadzie 2000 nowotwora w lewym oku
nie znaleziono. 7.12.2000 w Krakowskiej klinice Onkologii Oczu, po
bardzo dokładnym i wnikliwym badaniu ku wielkiemu zdziwieniu i
radości stwierdzono zlikwidowanie nowotwora złośliwego u P. Julii
Gil. Szczęśliwa, wdzięczna i rozradowana P. Julia Gil
powróciła do dawnych obowiązków i nadal już
samodzielnie z wielką pobożnością odmawia Nowennę do Sługi
Bożej S. Marty Wieckiej, której
wstawiennictwu zawdzięcza swoje uzdrowienie ze złośliwego
nowotwora oka lewego.”
Wydaje się,
że Sługa Boża jest szczególnie wrażliwa na potrzeby ludzi
cierpiących. W domu rodzinnym wspomagała matkę w chorobie
opiekując się młodszym rodzeństwem. Przez dwanaście lat pobytu w
Zgromadzeniu troszczyła się o chorych w szpitalu we Lwowie, w
Podhajcach, w Bochni i w Śniatynie. Po śmierci wstawia się nadal
za cierpiącymi, upraszając im zdrowie ciała, a często i duszy. Tę
myśl podkreśla Siostra Maria Popiel słowami: „Mam
przekonanie, że Siostra Marta sprawą tą się zajęła, bo chodziło
o sprawę dotyczącą chorych i zbawienia dusz.”
Siostry
Miłosierdzia tworzące w obecnym czasie (od sierpnia 2000 roku) nową
placówkę w Śniatynie, po kilkumiesięcznej obserwacji
zaświadczają, że na grób Sługi Bożej stale przychodzą
modlić się ludzie różnych wyznań. Niektórzy dzielą
się z nimi radością uproszonych łask.
Zgromadzenie Sióstr
Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo wydało już kilkakrotnie, od
1997 roku ulotkę z krótkim życiorysem Sługi Bożej i
nowenną gdyż wciąż są na nią nowe zapotrzebowania. Współcześni
ludzie potrzebują również jej opieki i wstawiennictwa.